Wracamy do przypadku pani Janiny, która przeżyła dramatyczny wypoczynek na Cyprze. Opowieść ta ukazała bezwzględność obowiązujących regulacji – Polka po udarze mózgu utknęła poza krajem, ponieważ firma ubezpieczeniowa odmówiła pokrycia kosztów transportu medycznego. – Nie są to pojedyncze incydenty – podkreśla w rozmowie Artur Kociołek z Centrum Ratownictwa Specjalistycznego ANKAR, ilustrując na konkretnych przykładach, jak zawiłym mechanizmem okazują się procedury związane z polisami.
Spis Treści
Jak wygląda codzienność ubezpieczycieli w praktyce
Artur Kociołek zwraca uwagę, że za każdym razem, gdy pojawia się potrzeba natychmiastowego przetransportowania pacjenta, uruchamia się długi łańcuch decyzji. Najpierw trzeba zebrać dokumentację medyczną, potem uzyskać akceptację lekarza koordynującego, a na końcu czekać na ostateczną decyzję centrali ubezpieczyciela. W przypadku pani Janiny cały proces trwał wiele dni, podczas których stan zdrowia kobiety nie pozwalał na zwykły lot rejsowy. Ekspert zaznacza, że podobne sytuacje powtarzają się regularnie i dotyczą zarówno starszych osób, jak i młodszych turystów, którzy nagle trafiają do szpitala za granicą.
Przykład z Cypru i inne historie
Historia pani Janiny zaczęła się niewinnie – standardowy urlop, plaża, upał. Nagle doszło do udaru, wezwano lokalne służby, a po kilku dniach w szpitalu lekarze stwierdzili, że transport do Polski jest konieczny. Ubezpieczyciel jednak uznał, że stan pacjentki nie wymaga transportu medycznego na poziomie, który pokrywa polisa. Artur Kociołek podaje, że w podobnych sprawach często pojawia się spór o to, czy dany przypadek kwalifikuje się jako „nagły” czy „planowany”. Różnica w interpretacji decyduje o tym, kto ostatecznie poniesie koszt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Kolejny przypadek, o którym opowiada ekspert, dotyczył rodziny z trójką dzieci, gdzie jedno z nich doznało poważnego urazu podczas wycieczki. I tutaj procedura ciągnęła się kilka dni, a rodzice musieli samodzielnie organizować opiekę i szukać alternatywnych rozwiązań. Kociołek podkreśla, że Centrum Ratownictwa Specjalistycznego ANKAR wielokrotnie interweniuje w takich sytuacjach, pomagając przyspieszyć formalności lub znajdując inne źródła finansowania transportu.
Dlaczego przepisy wydają się bezduszne
Zdaniem Artura Kociołka problem leży w sztywnych zapisach umów ubezpieczeniowych, które nie przewidują wszystkich możliwych scenariuszy zdrowotnych. Polisy są pisane językiem prawnym, pełnym wyłączeń i limitów, a pacjent w stanie ostrym nie ma czasu ani sił, żeby walczyć z biurokracją. W efekcie osoby, które regularnie opłacały składki, w momencie kryzysu czują się opuszczone. Ekspert zaznacza, że nawet gdy ubezpieczyciel w końcu wyrazi zgodę, transport może się opóźnić o kolejne doby, co zwiększa ryzyko powikłań.
Cała maszyneria procedur ubezpieczeniowych działa więc jak skomplikowany mechanizm, w którym każdy trybik musi idealnie pasować. Brak jednego dokumentu, różnica w interpretacji zaleceń lekarskich czy nawet strefa czasowa między Polską a krajem, w którym przebywa pacjent, potrafią wydłużyć proces o wiele godzin. Artur Kociołek apeluje, aby przed wyjazdem dokładnie czytać OWU i w razie wątpliwości kontaktować się bezpośrednio z centrum assistance, zanim wydarzy się coś nieprzewidzianego.
Zrodlo: zero.pl
